Dlaczego Game of Crone powinno być ostatnim DLC do Graveyard Keepera

Dlaczego Game of Crone powinno być ostatnim DLC do Graveyard Keepera

Wydany w 2018 roku Graveyard Keeper – symulacja grabarza w świecie fantasy z silnym naciskiem na crafting – to klasyczny tytuł z gatunku tych, które można uwielbiać lub na starcie serdecznie znienawidzić. Choć ostatni dodatek, Game of Crone, na PC premierę miał jesienią zeszłego roku, dopiero w ostatnich dniach czerwca ukazał się w wersjach na PS, Xboxa i Nintendo Switch. A to oznacza, że tysiące doświadczonych grabarzy czekają nie tylko pozytywne odczucia…

Ok, może z tym wspomnianym na wstępie uwielbieniem to drobna przesada. Gra ewidentnie posiada swoje niedociągnięcia, które dostrzegają nawet jej najwięksi fani.

Mowa o takich kwestiach, jak czasem zbyt silne skupienie na grindzie, sporadyczne bugi utrudniające rozgrywkę, możliwość przypadkowego usunięcia przedmiotu potrzebnego do ukończenia gry, którego później nie sposób odzyskać, pisana na kolanie historia, nawet specjalnie nie starająca się udawać czegoś więcej, jak pretekstu do craftingu…

Dodajmy do tego jeszcze brak tutoriali i przyzwoitego dziennika zadań, przez co czasem nie wiadomo, co właściwie trzeba zrobić, aby popchnąć fabułę do przodu.

Z drugiej strony, społeczność jak na niszową grę jest całkiem zaangażowana w pomoc nowym graczom. Ludzie ci nie wzięli się z powietrza: GK można pochwalić za czarny humor, urokliwą pixelartową grafikę, a także za przyjemną dla ucha muzykę.

Jedna z nielicznych nowych lokacji, do których zabiera graczy GoC. Ale tylko raz i tylko na moment; Miasta jak nie było, tak nie ma

Dzięki tym czynnikom to świetny materiał na grę relaksacyjną. Nie ma tu presji czasu, możliwości craftingu jest multum, a śmierć postaci jest jedynie drobną niedogodnością. 

Słowem: po ciężkim dniu pracy można wpaść tak na parę godzin, jak i na raptem 15-20 minut i niezobowiązująco sobie “popykać”. Obowiązkowo z notatnikiem, bo bez niego nie sposób ogarnąć rozbudowanych drzewek produkcyjnych.

Nic dziwnego, że studio Lazy Bear nie poprzestało na zaserwowaniu graczom podstawki i wypuściło póki co aż trzy DLC, z czego dwa fabularne.

Graveyard Keeper na równi pochyłej

Pierwszym był Breaking Dead (2018), wprowadzający mechanikę zmiany zwłok w zombie, które zdjęły wiele obowiązków z barków gracza. Kolejny dodatek, o nazwie Stranger Sins, ujrzał światło dzienne pod koniec października kolejnego roku.

Tym razem otrzymaliśmy znacznie więcej, bowiem DLC zawierało całą paczkę nowych questów spiętych w świeżą historię, rzucającą nieco więcej światła na skromny lore gry. A przy tym rozwijaliśmy własną karczmę.

Tworząc dodatek o nazwie Game of Crone, twórcy ponownie poszli przetartym przez Stranger Sins szlakiem, dodając tym razem możliwość rozwoju obozu dla uchodźców, nowe postacie, kilka dodatkowych przedmiotów do wytworzenia (aczkolwiek niewiele) i kolejną paczkę questów. Ekipa Lazy Bear przy premierze konsolowych wersji chwaliła się nowymi mechanikami, ale to zmiany nie mające istotnego wpływu na rozgrywkę.

O ile wszystko nie wydaje się odstawać na pierwszy rzut oka od poziomu poprzednika… Tak poczucie niedosytu wydaje się zbyt lekkim określeniem. Nasuwa się znacznie mocniejsze: rozczarowanie.

Co zresztą nie jest moją odosobnioną opinią. Przy profilu podstawowej gry na Steamie widnieje dumny komunikat odnośnie recenzji graczy: „Bardzo pozytywne”. W przypadku Stranger Sins było to już „W większości pozytywne”.

Jak na tym tle wypada nowy dodatek? Ano, niezbyt imponująco:

Za mało... grindu?

Moim zdaniem powód jest prosty. Nie chodzi o poziom fabuły czy przesyt sprawdzoną formułą rozgrywki opartej o crafting.

Wręcz przeciwnie, to przecież gra dla osób, którym nie przeszkadzają powtarzalne, “nudne” czynności. Graveyard Keeper już na starcie komunikuje, że jest pozycją dla graczy, którzy zjedli zęby na Stardew Valley i pokrewnych tytułach.

Problem leży właśnie w tym, że tym razem grindu… nie ma. Twórcy nie zaprezentowali bowiem żadnej świeżej mechaniki, żadnego nieznanego dotąd drzewka technologii do rozwoju, nowych stanowisk do wytwarzania przedmiotów (poza pojedynczym związanym z rozwojem obozu).

Obóz dla uchodźców zagospodarował pustą połać lasu na północ od chaty naszego brodatego protagonisty

Obóz dla uchodźców, który rozwijamy w tym dodatku, można wymaksować bez większego wysiłku, jeśli zaliczyło się wcześniej poprzednie gry. Nie ma tu już takiego skupienia na tym, co stanowiło creme de la creme rozgrywki, czyli na mozolnym craftingu. Na tworzeniu dwóch przedmiotów potrzebnych do wykonania przedmiotu, potrzebnego do… I tak dalej.

No bo po co mam z mozołem wykonywać coś samemu, skoro tę samą rzecz mogę teraz kupić? Przychodzi to bez trudu, bowiem o ile na początku mój bohater nie śmierdział groszem, już w Stranger Sins był jedną z najbogatszych postaci w świecie gry.

I tak, zdaję sobie sprawę z tego, że wielu graczy może dopiero rozpoczynać rozgrywkę i oni będą cieszyć się tym DLC tak, jak to powinno wyglądać wedle zamysłu devów z Lazy Bear Games.

Po zaliczeniu podstawki i pierwszego dodatku, rozwój obozu dla uchodźców to bułka z masłem

Ale dla tych, którzy najpierw przeszli podstawkę, następnie Stranger Sins (gdzie opisywany problem aż tak nie wadził, ponieważ postać nie była jeszcze nadmiernie rozwinięta), a potem kupili Game of Crone, doświadczenie będzie dalekie od ideału.

A przynajmniej dalekie od przyjemnego balansu między zaliczaniem questów a wykonywaniem innych czynności w grze, jak na przykład zdobywaniem nowych perków. 

Czy to ma jeszcze sens?

GoC to inne doświadczenie niż podstawka oraz pierwszy dodatek i chyba gorsze. I tak, wiem, że mozolny rozwój postaci i otoczenia nie brzmi kusząco dla regularnego gracza, ale jak już wcześniej podkreśliłem, ta produkcja trafia do amatorów specyficznego rodzaju gier.

Stąd takie, a nie inne wnioski i dlatego właśnie mam nadzieję, że to już ostatnie DLC do Graveyard Keepera.

Pora na pełnoprawną kontynuację lub… zaprzestanie dojenia tej wcale przecież nie tak dojnej krowy – wciąż mówimy tu o grze dalekiej od szeroko pojętego mainstreamu.

W sumie wolałbym pierwszą opcję. Wciąż czekam, aż twórcy w końcu dadzą nam to cholerne Miasto.

1 comment(s)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *